Susan i Annie. Pocałunek na pożegnanie

Susan i Annie. Pocałunek na pożegnanie


Lektura książki „Sontag. Życie i twórczość” to ważna lekcja z człowieczeństwa i feminizmu. Przypomniał mi się cykl zdjęć „Women” Annie Leibovitz, który wymyśliła Sontag. „Kiedy poznałam Susan, potrzebowała zdjęć reklamowych – wspomina Annie, której 'Vanity Fair’ zleciło w 1989 r. sfotografowanie znanej pisarki. – Wiedziała, jak trzeba robić jej zdjęcia. Doskonale się znała i była pewna siebie. Jakby przejmowała od ciebie pracę. Ujęła mnie. To ona zdecydowała, że chce mnie poznać, i tak to się stało”. Ale dopiero po śmierci Susan w 2004 r. Annie otwarcie przyznała, że były kochankami. Wspierały się. Sontag dopingowała ją do poszerzenia tematyki, do wyjścia z kręgu kultury popularnej, z którą była kojarzona jako nadworna fotografka 'Vanity Fair’, a wcześniej 'Rolling Stone’. Za namową Susan w 1993 r. pojechała do Sarajewa. Przywiozła wstrząsające zdjęcia reportażowe.

Przez trzy lata razem pracowały nad projektem 'Women’. Leibovitz, która w 'Vanity Fair’ – jak mówi – 'ścigała się sama z sobą’, wymyślając coraz to lepsze scenariusze na zdjęcia, tutaj wyciszyła się, skupiła uwagę na portretowanych, jakby wróciła do korzeni. Bo Leibovitz potrafi i tak, i tak. Zrobi i wydumaną, malarską, bajkową sesję za straszne pieniądze, z toną sprzętu i zastępem asystentów, i intymne czarno-białe zdjęcie umierającej przyjaciółki pokazujące kruchość istnienia. Jej zdjęcia z prywatnego archiwum przeczą zarzutom krytyków, że jest tylko specjalistką od efektownych zdjęć znanych ludzi, że jej portretom brakuje psychologicznej głębi.

Susan w obiektywie Annie to zapis miłości. Annie mówi: „zdjęcia umarłych się zmieniają” i jeszcze, że „fotografia jest jak pocałunek na pożegnanie”.

Artkuł w WO tutaj

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.